Niech pomyślę

Styczeń 12th, 2010

Długo nie dodawał notki, chociaż i tak zaskakujeci mnie. W ciągu pięciu dni na moim blogu było 15 komów co jest naprawdę super…za to dodaję kolejną notkę. Nudna ale jeste, nie moja wina, że wena mnie opuściła…
Jak zawita do mnie, to obiecuję poprawę..a teraz…
Bitte…^^
~~~~II~~~~
Reporterka tak szybko gadała, że zrozumiałam tylko niektóre zdania, które z pewnością były najważniejsze.
-Niedawno nasz reporter widział wokalistę zespołu Tokio Hotel z jakąś nieznajomą dziewczyną (…)*, która miała na sobie jego czarno-białą kurtkę (…). To jest przyjaźń, zauroczenie, miłość czy inspiracja. Pogoda….-jestem tu dopiero dwa miesiące, a już byłam w gazecie i telewizji. Po miesiącu zadawania się z tymi kolesiami będę znana w całych Niemczech i niedługo Daria do mnie zadzwoni z wieścią, że widziała mnie w wiadomościach na Vivie….Wyłączyłam odbiornik, pilota zmieniłam na telefon, wykręciłam telefon do rodziców.
-Halo?- usłyszałam( tak się wita moja mama, zawsze i na fakcie^^
-Cześć mamuś!
-Klaudia, czemu tak długo znaku życia nie dałaś?
-Tak jakoś wyszło, szkoła, gra na gitarze poznanie okolicy.
-Rozumiem, a jaka rodzina Ci się trafiła?
-Super…-można było słyszeć sarkazm w moim głosie- mieszkam u matki i ojczyma bardzo sławnego zespołu o nazwie…
-Tokio Hotel- „weszła” mi w słowo mama.
-Skąd wiesz?
-Wiesz, że u nas zazwyczaj leci Vivia…
-Faktycznie….
-I co chłopcy mili?
-Pewnie, nie są tacy straszni chociaż muzykę ich nie trawię (wiem, wiem, to zdanie nie jest po polsku tylko po polskiemu^^)…wiesz mamuś ja wolę Green Day, albo Him’a
-Wiem, wiem….
-A, u was co słychać?
-Spokój, tylko tata tęskni…i ja…Julita coś tam mówiła, że brakuje jej kłótni z tobą, Kamila też tak jakoś…
-Żartujesz?
-Nie, mówię poważnie….
-Fajnie, że tęsknicie z za mną…-powiedziałam uśmiechając się sama do siebie
-Mamo, chcę Ci coś powiedzieć…
-Co, jesteś w ciąży?!?!
-Mamo, czemu ty myślisz tylko o jednym?
-Tak jakoś mi się wyrwało. Dobra mów…
-Wiesz, że mieszkam z chłopakami, z zespołu „Tokio Hotel”…-próbowałam sobie przypomnieć mowę, którą układałam robiąc śniadanie chłopakom.
-I, co oni mają do rzeczy?
-To, że ugotowałam im obiad i poprosili mnie, abym pojechała z nimi w trasę, która zacznie się pod koniec września.- mama zaniemówiła, byłam pewna że szczęka opadła jej do podłogi, ja natomiast kontynuowałam dalej- Zgodziłam się, chociaż oni jeszcze o tym nie wiedzą. Pozatym chciałabym Ciebie i tatę uświadomić, że niedługo będę posiadać kolczyk w języku i brwi.- powiedziałam jednym tchem, czekając na reakcję mamy.
-Chyba zwariowałaś!
-Z czym?
-Z jednym i drugim!
-Nie, to już postanowione, jadę i tyle…-nadal mówiłam swoim normalnym tonem, w przeciwieństwie do mamy, która już podniosła głos.
-A szkoła? Przecież jechałaś do Niemiec, głównie do szkoły…
-Będę miała prywatne lekcje z chłopakami, będzie dobrze obiecuję.
-No cóż, my już nic na to nie poradzimy. Ale babcia będzie załamana….
-yyy…która?
-Lusia, będzie załamana, że jej najlepsza wnuczka nie będzie chodzić do szkoły i zaniedba swoje obowiązki.
-Mamo, ja już z babcią rozmawiałam i to właśnie ona mnie namówiła do zgody.- uśmiechnęłam się sama do siebie, na samą myśl o babci robiło mi się miło w serduchu.
-Ty nie mówisz poważnie…
-Niestety mamo, poważnie i to jak najbardziej.
-Muszę do mojej mamy zadzwonić się dowiedzieć czego ona ci nagadała.
-Aaaa, wielu fajnych rzeczy…
-Przepraszam Cię córciu, ale muszę kończyć. Ciocia Weronika przyjechała z małymi, muszę iść. Pa, pozdrów wszystkich domowników!.
-Na pewno pozdrowię. Pa!- odłożyłam słuchawkę i udałam się do kuchni, gdzie zastałam czterech facetów jedzących śniadanie.
-Cześć, jak tam po imprezie?- spytałam się, nalewając soku do szklanki.
-Fajnie…-powiedział Bill, z rogalem na buzi.
-Wcale się nie dziwie- wtrącił się Georg, spoglądając na czarnulka wściekłym spojrzeniem. Cały czas próbuję rozgryźć basistę, ale jakoś nie mogę.
-Zmieniając temat, zastanowiłaś się nad naszą propozycją?- wtrącił się Gucio.
-yyy…jaką?- udawałam, że nic nie wiem. Dziwne spojrzenie wszystkich zgromadzonych w pomieszczeniu na mnie- aaa, o to wam chodzi.- (olśnienie^^)- więc moja odpowiedz brzmi:
Tak.
-Taaakk!!!-no tak ogólna radość zebranych(^^)
-Macie się z czego cieszyć prawda?
-Nie, no wcale. Sami tobie proponujemy, żebyś z nami była i w ogóle, jak możemy się nie cieszyć kiedy, zgadzasz się…-odpowiedział Gucio.
-Chyba się pomyliłeś co do „zawodu”
-O co ci chodzi?
-Powinieneś być filozofem, a nie grać w zespole na perkusji.-banan z mojej budzi nie schodził podczas tej rozmowy(wiem, że to nie po polsku wybaczcie).
***
Odliczałam dni na moim kalendarzy z wizerunkiem Green Day, dzień kiedy wyjadę z chłopakami. Simona z tego faktu zbytnio nie była zadowolona, ale chłopcy jakoś ja przekonali. Noc przed wyjazdem, źle spałam, (prawie wcale) cały czas kręciłam się na łóżku nie mogąc „znaleźć” sobie na nim miejsca. Gdy budzik zadzwonił, wiedziałam że jest godzina 6, wiedząc że nie zasnę wstałam i udałam się do łazienki aby wykonać wszystkie czynności związane z tym pomieszczeniem. Uwinęłam się bardzo szybko (trzeba to gdzieś zapisać^^), zeszłam do kuchni, aby posilić się moim ukochanym jabłkowym jogurtem.
-Dzień dobry- zastałam Jörg’a czytającego gazetę.
-Cześć, jak się spało?
-yy…nie za dobrze?
-Dlaczego?
-Nie wiem-mówiłam szukając „mojego jogurtu”, znalazłam usiadałam naprzeciw mojego rozmówcy i myślałam. Nad czym?
„Bill”- to imię zaprzątało mi głowę od „spotkania” w parku, te pocałunki też nie dawały mi spokoju.
„Klaudia się zakochała, zakochała”- nabijał się głosik w mojej głowie.
„Tak, ja i miłość? Coś ci się chyba mylło”- odpowiedziałam
„Proszę Cię nie udawaj, przecież czuję. Jestem w tobie i wiem co i jak, nie ukrywaj tego, bo to Ci nic nie da…”
„Dzięki, za radę ale chyba jak na razie nie skorzystam”
„Rób jak uważasz, ale nie mniej do mnie pretensji”
„jestem, nienormalna gadam, sama ze sobą”
-Słyszysz?!?!
-Słucham?- ktoś brutalnie „ściągną” mnie na ziemie.-Zamyślałam się….
-Zaważyłem- dopiero teraz się skapnęłam, że przedemną stoi Bill w bokserkach- mówiłem, a właściwie zapytałem się, czemu tak szybko wstałaś?
-Bo nie mogłam spać…
-Mogę mieć do Ciebie prośbę?
-Hm…zależy jaką…
-Zrobisz mi śniadanie?
-A, co w zamian dostanę- droczyłam się z nim jak mogłam…na wszystkie możliwe sposoby….
-Niech pomyślę( zobaczcie, facet a myśli^^), buzi…
-Ale….w policzek…- chciałam powiedzieć coś innego, ale tak jakoś wyszło, czarnulek zmarkotniał, nie wiem dlaczego. Nadal gościa nie mogę rozgryźć….
-Niech już będzie….-zgodził się i poczłapał do łazienki, wstałam i próbowałam wymyślić coś oryginalnego na posiłek dla ziomka. Po długim zastanowieniu zrobiłam zwykłe tosty i kawę (tak kawa rulez…^^). Nagrodę za mój wielki wysiłek dostałam( tak bardzo wielki xD).
Te kilka godzin spędziłam z Bill’em i Jörg’iem w piwnicy na graniu. To znaczy ja grałam z ojczymem a Bill śpiewał. Usłyszeliśmy klakson, transport już przyjechał…
***
-Tak, mamo będziemy na nią uważać…
-Obiecujecie?
-Tak, mamo
-Simona, na pewno będą mnie pilnować, a teraz chodźmy bo kierowca już się niecierpliwi…
-Tak, tak racja….-pożegnałam się czule z Simoną i Jörg’iem.
Wiedliśmy do busa, każdy miał już swoje miejsce oprócz mnie rzecz jasne dlatego usiadłam tam gdzie było wolne czyli…?

Zostaw komentarz