Archive for Styczeń, 2010

Tylko, żeby się o mnie nie bili

wtorek, Styczeń 26th, 2010

Tę notkę zawdzięczacie Mart$ce, któa mnie dlugo dręczyła i groziła wykastrowaniem jeśli dzisiaj, najpóźniej jutro nie dodam. A więc dodaję i mam nadzieję, że nudna nie bedzie, bo długo ją pisałam. Notka długa, ale to za to, ża tak długo na nią czekaliście.
ZAPRASZAM DO CZYTANIA:
***
„Czemu, ja zawsze muszę mieć takiego pecha?”- pomyślałam, gdyż zorientowałam się gdzie jest wolne. A gdzie było? No właśnie pomiędzy Bill’em a Tom’em. Usiadałam, z niechęcią, jak jutro zobaczę w jakieś gazecie moje zdjęcie pomiędzy braćmi to nie wiem co zrobię.
-Nareście…- usłyszałam z ust Tom’a- Tak tęskniłem za sceną
-Nie tylko ty…-skwitował Gucio.
-A, jak ty się czujesz?- zwrócił się do mnie Georg.
-Dobrze, czemu pytasz?
-Martwię się o dziewczynę, która będzie się nami opiekować podczas trasy.
-Właśnie ja mam się o was martwić nie wy o mnie.
- Ja wolę to drugą propozycję- wtrącił się Gustav
-Ja również- Bill nie mógł być dłużny. Szczerze, mówiąc zrobiło mi się miło, że ktoś się troszczy o mnie. W Pucku, nikt się o mnie nie troszczył, a tu jest aż czterech gości którzy się o mnie martwią (miłe naprawdę^^). Sięgnęłam do torby i wyciągnęłam książkę, która była czyta prze zemnie po raz kolejny. Chłopcy dziwnie się na mnie spojrzeli.
-Coś nie tak?- podniosłam wzrok znad książki
-Nie, nic….- wróciłam do lektury. Dla chłopaków było to coś dziwnego, czytać książkę poza szkołą. Nie przejmowałam się, tym iż faceci patrzą na mnie jak na chorą umysłowo. Przez jakiś czas było cicha, lektura coraz bardziej mnie „wciągała”w swój świat
- Można się spytać co czytasz?- przerwał cisze Bill
-Oczywiście, że można, ale nigdy nie ma tej pewności iż odpowiem- powiedziałam z bananem na buzi.
-Ha, ha ale miłe.
-Wiem (chamstwo rulez ^^)
-To co, otrzymam odpowiedź?
-Tak, czytam „My, dzieci z dworca Zoo”.
-Chyba gdzieś słyszałem ten tytuł…-zastanawiał się czarnulek
-Tak, bo to niemiecka książka
-Pożyczysz kiedyś?- tym razem było można usłyszeć okrzyk zdziwienia ze strony chłopaków.
- Jeśli mi przypomnisz to tak.
-Super…już nie przeszkadzam.
-Nawet nie musisz, już jesteśmy na miejscu- sprowadził nas na ziemię Tom
-Już? Tak szybko nie wieże…- nie mogłam uwierzyć, że już jesteśmy.
-Już? 2,5 godziny to już?- zrobiłam tylko duże oczy i schowałam książkę do torby. Samochód się zatrzymał przed drewnianym domkiem, z piętrem.
-Wejdziesz do środka pierwsza?- zapytał Georg
-A bagaże?
-O to się nie martw, my się zajmiemy bagażami.
-A, mogę chociaż na was poczekać?
-Jasne…- chłopcy z niewielką pomocą kierowcy, szybko uwinęli się z bagażami
-Prowadź- szłam z otwartą buzią, wszystko tu było zielone, jeszcze zielone. Była jeleń zbliżała się powoli zima, a tu proszę : trawa zielona, kwiatki kwitą w najlepsze, gałęzie drzew uginają się od owoców. Po prostu zatrzymanie lata. Stanęłam na pierwszym schodku.
Weszłam dalej, i po raz kolejny otworzyłam buzię, wewnątrz tego domku prawe wszystko było z drewna, dopasowane do koloru drzewa meble, obrazy pięknie tworzyły jedną całość.
-Jak tu pięknie…
-Wiemy.
-Kto wybierał miejscówkę?
-Wszyscy.
-Macie niezły gust- pochwaliłam ich.
-Sie wie- odpowiedział starszy bliźniak
-Jaka skromność- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Dobra koniec gadaniny, jutro mamy pierwszy koncert musimy dobrze się do niego przygotować.-przypomniał nam Bill.
-Tak, racja idę na górę wybrać sobie pokuj i zaraz cos wam przygotuje, jakieś specjalne życzenia co do kolacji?- zaprzeczyli. Chwyciłam swój bagaż, został mi jednak brutalnie wyrwany.
-Zostaw…-powstrzymał mnie Georg-ja pomogę
-Jak chcesz- weszliśmy po schodach na piętro, gdzie znajdowały się pokoje.
-Jesteś pierwsza na górze, wybieraj pokój.
-Dobra to proszę ten po lewej.
-Jesteś pewna?
-Tak, bo co?
-Bo ten pokój jest najmniejszy.
- To dobrze, lubię małe pomieszczenia
-Jak chcesz- wniósł moją torbę do pokoju (był prawe taki duży jak w Polsce mój salon, ale to szczegół^^).
-Dzięki- pocałowałam w policzek za pomoc. Georg otworzył usta, chciał coś powiedzieć, zrobić, ale nie mógł.
-Mogę Cię prosić abyś wyszedł, chciałabym się odświeżyć
-Oki, ale pod jednym warunkiem.
-Słucham?
Pójdziesz, ze mną dziś na spacer?- powiedział jednym tchem, ja natomiast byłam zaskoczona. Najpierw Bill teraz Georg.
-Oki ale później.
-To do zobaczenia.
-Pa
***
-Normalnie przytyję, jak będę tyle jadł- skomentował Bill moje naleśniki.
-I dobrze, przydało by Ci się trochę ciałka, wiesz mogę Ci oddać trochę mojego- powiedziałam z bananem na ustach.
-Klaudia, jeszcze słowo, a dostaniesz z patelni obiecuję
- Nie moja wina, że jestem gruba.
-Bo nie wytrzymam- koleś już wstawał z krzesła, ja jednak pokazałam mu język.
Miło było po patrzeć na chłopców, którzy ze smakiem jedli moje posiłki.
-Ty znowu jogurt wcinasz?
-Tak, nie mam ochoty jeść
-Może, się odchudzasz?
- Nie zostawiam miejsce na ciasto- na to słowo ożywili się.
-Ciasto? Jakie ciasto?
- To które piecze się w piekarniku.
- Żartujesz?- zaprzeczyłam- Super jak u mamy.
Chłopcy po obiedzie (czyli ok. 13.30) poszli do swoich pokoi i na próbę, przez ten czas zapoznałam się ze wszystkim w domu. Ciasto stygło, wyjęłam je dopiero kiedy wyszli jestem prawie pewna, że by wzięli blachę ze sobą i postanowiłam, że nie tknę go dopóki nie wrócą.
-Nareście- usłyszałam od progu, czyjś głos- myślałem, że nigdy nas nie wypuści.
-Nie dziw się, chce aby wszystko było dopięte na ostatni guzik.
- A, o co chodzi?
-Tom się bulwersuje, bo menager nie chciał nas szybciej wypuścić- wyjaśnił Bill
-Wiem jak poprawić mu humor- dziwne spojrzenie Tom’a- idźcie do salonu,dźcie do salonu,erowałam się do kuchni, pokroiłam cisto i wzięłam napój, i do chłopaków.
-Smacznego
-Zjesz z nami?- zapytał Gucio.
-Jeśli mnie zaprosicie, to mogę.
-To jak zapraszamy Klaudię na posiłek?
-hm…zastanówmy się- powiedział Bill- myślę, że tak, możemy (kurde lubi się droczyć, tak jak ja ^^)
-Jakie pyszne, skąd masz przepis?
-Z głowy..
-Serio?
-Nie na niby, Babcia mnie nauczyła, jakieś trzy lata temu, pasi?- wybałuszyli oczy- co się na mnie tak gapicie? Przestańcie!
- Wiesz Brat mama chyba miała racje co do Klaudii- zwrócił się Tom do Bill’a
-No, mama ma zawsze racje..
-Możecie powiedzieć o co chodzi?
-Jasne, mama stwierdziła że jesteś niezłą kandydatką na żonę
-No co ty nie powiesz…Dobra dzięki za zaproszenie, ale już muszę was opuścić…
-A, no tak, wspominałaś że jesteś umówiona- przypomniał wszystkim Tom- można się zapytać z kim?- spojrzałam ukradkiem na Georga, kiwną głową.
-A, z basistą waszego zespołu, coś nie tak?- jakby wzrokiem można było by zabić, jestem pewna, że Georg już by nie żył, zabity przez wzrok Bill’a (zdanie czysto po polskiemu ^^).
„Tylko, żeby się o mnie nie bili”- pomyślałam idąc na górę, zostawiając ich samych. Gdy wreście doczłapałam się do mojego pokoju, przez dobre 10 min zastanawiałam w co mam brać. Wybrałam czarne spodnie z Bill’em z Green Day, top w tym samym kolorze co spodnie, cienką kurtkę, a włosy zaczesałam w kucyk zostawiając dwa kosmyki opadające na moje policzki.
-Słuchajcie: kanapki są w lodówce, ciasto jeszcze zostało jakby co- mówiłam ubierając trampki, kontem oka zauważyłam, że Georga już nie było. Wszyłam przed domek, chłopak z którym się umówiłam siedział na schodach.
-Cześć- przywitałam się jako pierwsza.
- Hej, ładnie wyglądasz, to dla Ciebie- podał mi czerwoną róże. Zdziwił mnie ten gest, ale nie pytałam o nic.
-Dzięki
-Umówiliśmy się na spacer, to choćmy- chwycił mnie za rękę, poszliśmy przed siebie.
***
Siedzieliśmy na ławce rozmawiając głównie o mnie i Polsce.
-Czyli, mam z tego rozumieć że w twojej klasie nikt nas nie lubi?
-No prawie w mojej klasie jest jedna dziewczyna która co do was jest troszkę nieokrzesana, ale są też ludzie którzy cenią was za muzę, a nie za wygląd.
- A, Ty?
- Co, ja?
-Lubisz nas?
- Wasza muzyka, to nie mój klimat. Wy gracie pop rocka, a ja wole punck rocka i troszkę metalu. Po za tym dopóki Simona, nie włączyła waszej płyty w życiu bym was nie znała.
-Żartujesz?
-Nie, wiesz może trochę słuchałam jednym uchem to co dziewczyny mówiły o was, ale tak to nic.
-Gazet nie kupujesz?
-Nie, mam ważniejsze cele.
-Np.?
-Wyjazd na koncert Green Day.- nagle zapadła cisza, długa cisza- jeżyk zgubiłeś czy jak?
-Nie…
-To dlaczego milczysz?
-Myślę….
-Żartujesz?
-Nie, dlaczego?
-Wiesz, jak dla mnie to rzadko kiedy facet myśli…
-No, co ty nie powiesz..
-Wiesz, chamstwo to moje drugie imię…
-Będę pamiętać…-zaciął się na chwilę- słuchaj Klaudia chciałbym ci coś powiedzieć…tylko nie wiem od czego zacząć.
-Od początku- (skąd ja to znam^^)
-Oki, kiedy pierwszy raz Cię zobaczyłem wiedziałem, że nie będziesz mi obojętna jak inne dziewczyny- złapał oddech- jesteś inna, wiem iż znamy się krótko, ale wiem, że moje uczucia wobec Ciebie są szczere.-znowu złapał oddech- Klaudia….Klaudia
-No?(^^)
-Zakochałem się w tobie…-powiedział bardzo szybko. Zatkało mnie totalnie, wiedziałam, że to co mówił jest szczere przez cały czas patrzył mi w oczy, nie rozglądał się na boki.
-Dziękuje, że jesteś z zemną szczery, doceniam to, ale niestety ja do Ciebie nic nie czuje. Możemy zostać tylko przyjaciółmi, na nic więcej nie możesz liczyć. Przykro mi…-powiedziałam to bardzo filozoficznie, Georg to przyjął to nawet spokojnie.
-Rozumiem, że Ci się nie podobam…
-Nie o to chodzi, że się nie podobasz. Wygląd się dla mnie nie liczy, tylko to co człowiek ma w sercu a nie na sobie, gdybyś skruszył „lód”, który był w moim sercu przez długi okres, ale komuś się go udało skruszyć, ale…
- Niestety nie mi, rozumiem. Fajnie, że jesteś zemną szczera.
-Taka już jestem.
-Ale mogę liczyć na spacery?
-Jasne, nie jestem niczyją własnością- odpowiedział mi uśmiechem. Naprawdę byłam wdzięczna, że był ze mną szczery, ale niestety moje serce już należało do kogoś, i mam nadzieję, że po tym wszystkim co przeżyłam z Kordianem będzie dla mnie czymś odległym i nigdy nie powróci.
„Klaudia, jesteś niemożliwa”- powiedział mi głosik w głowie
„Pozytywnie czy negatywnie?”
„Pozytywnie, zdecydowanie”
„Dzięki”- po raz któryś gadałam, z własnym sumieniem, ale tym razem to była inna rozmowa.
-To co idziemy jeszcze gdzieś?
-Tak, ale mogę coś zrobić?- zapytał się, mój towarzysz
-Możesz- zbliżył się do mnie i pocałował, wiem że mówię i robie co innego, ale chciałam aby mógł, posmakować moich ust. Ten jeden jedyny raz.
-Dzięki
-Cała przyjemność po mojej stronie, to co idziemy gdzieś?
-Jasne- wstaliśmy z ławki i przeszliśmy się przez cały park, potem skierowaliśmy się do domku. Aż tu nagle…

Zawieszam Bloga.

wtorek, Styczeń 19th, 2010

moi kochani, jestem zmuszona do zawieszenia bloga. Nie, nie kasuję go tylko zawieszam. Mam całe opowiadanie w głowe, wszystko mam obmyślone tylko, nie wiem jak to “ubrać” w słowa. kiedy już będę miała na kompie przynajmniej 3 notki napisane, w tedy skasuję tą notkę i zapomnicie o zawieszeniu. Jak narzie pozdrawiam, i nadal mnie informujcie o nowych nociach, jutro nadrabiam zaległości…

Niech pomyślę

wtorek, Styczeń 12th, 2010

Długo nie dodawał notki, chociaż i tak zaskakujeci mnie. W ciągu pięciu dni na moim blogu było 15 komów co jest naprawdę super…za to dodaję kolejną notkę. Nudna ale jeste, nie moja wina, że wena mnie opuściła…
Jak zawita do mnie, to obiecuję poprawę..a teraz…
Bitte…^^
~~~~II~~~~
Reporterka tak szybko gadała, że zrozumiałam tylko niektóre zdania, które z pewnością były najważniejsze.
-Niedawno nasz reporter widział wokalistę zespołu Tokio Hotel z jakąś nieznajomą dziewczyną (…)*, która miała na sobie jego czarno-białą kurtkę (…). To jest przyjaźń, zauroczenie, miłość czy inspiracja. Pogoda….-jestem tu dopiero dwa miesiące, a już byłam w gazecie i telewizji. Po miesiącu zadawania się z tymi kolesiami będę znana w całych Niemczech i niedługo Daria do mnie zadzwoni z wieścią, że widziała mnie w wiadomościach na Vivie….Wyłączyłam odbiornik, pilota zmieniłam na telefon, wykręciłam telefon do rodziców.
-Halo?- usłyszałam( tak się wita moja mama, zawsze i na fakcie^^
-Cześć mamuś!
-Klaudia, czemu tak długo znaku życia nie dałaś?
-Tak jakoś wyszło, szkoła, gra na gitarze poznanie okolicy.
-Rozumiem, a jaka rodzina Ci się trafiła?
-Super…-można było słyszeć sarkazm w moim głosie- mieszkam u matki i ojczyma bardzo sławnego zespołu o nazwie…
-Tokio Hotel- „weszła” mi w słowo mama.
-Skąd wiesz?
-Wiesz, że u nas zazwyczaj leci Vivia…
-Faktycznie….
-I co chłopcy mili?
-Pewnie, nie są tacy straszni chociaż muzykę ich nie trawię (wiem, wiem, to zdanie nie jest po polsku tylko po polskiemu^^)…wiesz mamuś ja wolę Green Day, albo Him’a
-Wiem, wiem….
-A, u was co słychać?
-Spokój, tylko tata tęskni…i ja…Julita coś tam mówiła, że brakuje jej kłótni z tobą, Kamila też tak jakoś…
-Żartujesz?
-Nie, mówię poważnie….
-Fajnie, że tęsknicie z za mną…-powiedziałam uśmiechając się sama do siebie
-Mamo, chcę Ci coś powiedzieć…
-Co, jesteś w ciąży?!?!
-Mamo, czemu ty myślisz tylko o jednym?
-Tak jakoś mi się wyrwało. Dobra mów…
-Wiesz, że mieszkam z chłopakami, z zespołu „Tokio Hotel”…-próbowałam sobie przypomnieć mowę, którą układałam robiąc śniadanie chłopakom.
-I, co oni mają do rzeczy?
-To, że ugotowałam im obiad i poprosili mnie, abym pojechała z nimi w trasę, która zacznie się pod koniec września.- mama zaniemówiła, byłam pewna że szczęka opadła jej do podłogi, ja natomiast kontynuowałam dalej- Zgodziłam się, chociaż oni jeszcze o tym nie wiedzą. Pozatym chciałabym Ciebie i tatę uświadomić, że niedługo będę posiadać kolczyk w języku i brwi.- powiedziałam jednym tchem, czekając na reakcję mamy.
-Chyba zwariowałaś!
-Z czym?
-Z jednym i drugim!
-Nie, to już postanowione, jadę i tyle…-nadal mówiłam swoim normalnym tonem, w przeciwieństwie do mamy, która już podniosła głos.
-A szkoła? Przecież jechałaś do Niemiec, głównie do szkoły…
-Będę miała prywatne lekcje z chłopakami, będzie dobrze obiecuję.
-No cóż, my już nic na to nie poradzimy. Ale babcia będzie załamana….
-yyy…która?
-Lusia, będzie załamana, że jej najlepsza wnuczka nie będzie chodzić do szkoły i zaniedba swoje obowiązki.
-Mamo, ja już z babcią rozmawiałam i to właśnie ona mnie namówiła do zgody.- uśmiechnęłam się sama do siebie, na samą myśl o babci robiło mi się miło w serduchu.
-Ty nie mówisz poważnie…
-Niestety mamo, poważnie i to jak najbardziej.
-Muszę do mojej mamy zadzwonić się dowiedzieć czego ona ci nagadała.
-Aaaa, wielu fajnych rzeczy…
-Przepraszam Cię córciu, ale muszę kończyć. Ciocia Weronika przyjechała z małymi, muszę iść. Pa, pozdrów wszystkich domowników!.
-Na pewno pozdrowię. Pa!- odłożyłam słuchawkę i udałam się do kuchni, gdzie zastałam czterech facetów jedzących śniadanie.
-Cześć, jak tam po imprezie?- spytałam się, nalewając soku do szklanki.
-Fajnie…-powiedział Bill, z rogalem na buzi.
-Wcale się nie dziwie- wtrącił się Georg, spoglądając na czarnulka wściekłym spojrzeniem. Cały czas próbuję rozgryźć basistę, ale jakoś nie mogę.
-Zmieniając temat, zastanowiłaś się nad naszą propozycją?- wtrącił się Gucio.
-yyy…jaką?- udawałam, że nic nie wiem. Dziwne spojrzenie wszystkich zgromadzonych w pomieszczeniu na mnie- aaa, o to wam chodzi.- (olśnienie^^)- więc moja odpowiedz brzmi:
Tak.
-Taaakk!!!-no tak ogólna radość zebranych(^^)
-Macie się z czego cieszyć prawda?
-Nie, no wcale. Sami tobie proponujemy, żebyś z nami była i w ogóle, jak możemy się nie cieszyć kiedy, zgadzasz się…-odpowiedział Gucio.
-Chyba się pomyliłeś co do „zawodu”
-O co ci chodzi?
-Powinieneś być filozofem, a nie grać w zespole na perkusji.-banan z mojej budzi nie schodził podczas tej rozmowy(wiem, że to nie po polsku wybaczcie).
***
Odliczałam dni na moim kalendarzy z wizerunkiem Green Day, dzień kiedy wyjadę z chłopakami. Simona z tego faktu zbytnio nie była zadowolona, ale chłopcy jakoś ja przekonali. Noc przed wyjazdem, źle spałam, (prawie wcale) cały czas kręciłam się na łóżku nie mogąc „znaleźć” sobie na nim miejsca. Gdy budzik zadzwonił, wiedziałam że jest godzina 6, wiedząc że nie zasnę wstałam i udałam się do łazienki aby wykonać wszystkie czynności związane z tym pomieszczeniem. Uwinęłam się bardzo szybko (trzeba to gdzieś zapisać^^), zeszłam do kuchni, aby posilić się moim ukochanym jabłkowym jogurtem.
-Dzień dobry- zastałam Jörg’a czytającego gazetę.
-Cześć, jak się spało?
-yy…nie za dobrze?
-Dlaczego?
-Nie wiem-mówiłam szukając „mojego jogurtu”, znalazłam usiadałam naprzeciw mojego rozmówcy i myślałam. Nad czym?
„Bill”- to imię zaprzątało mi głowę od „spotkania” w parku, te pocałunki też nie dawały mi spokoju.
„Klaudia się zakochała, zakochała”- nabijał się głosik w mojej głowie.
„Tak, ja i miłość? Coś ci się chyba mylło”- odpowiedziałam
„Proszę Cię nie udawaj, przecież czuję. Jestem w tobie i wiem co i jak, nie ukrywaj tego, bo to Ci nic nie da…”
„Dzięki, za radę ale chyba jak na razie nie skorzystam”
„Rób jak uważasz, ale nie mniej do mnie pretensji”
„jestem, nienormalna gadam, sama ze sobą”
-Słyszysz?!?!
-Słucham?- ktoś brutalnie „ściągną” mnie na ziemie.-Zamyślałam się….
-Zaważyłem- dopiero teraz się skapnęłam, że przedemną stoi Bill w bokserkach- mówiłem, a właściwie zapytałem się, czemu tak szybko wstałaś?
-Bo nie mogłam spać…
-Mogę mieć do Ciebie prośbę?
-Hm…zależy jaką…
-Zrobisz mi śniadanie?
-A, co w zamian dostanę- droczyłam się z nim jak mogłam…na wszystkie możliwe sposoby….
-Niech pomyślę( zobaczcie, facet a myśli^^), buzi…
-Ale….w policzek…- chciałam powiedzieć coś innego, ale tak jakoś wyszło, czarnulek zmarkotniał, nie wiem dlaczego. Nadal gościa nie mogę rozgryźć….
-Niech już będzie….-zgodził się i poczłapał do łazienki, wstałam i próbowałam wymyślić coś oryginalnego na posiłek dla ziomka. Po długim zastanowieniu zrobiłam zwykłe tosty i kawę (tak kawa rulez…^^). Nagrodę za mój wielki wysiłek dostałam( tak bardzo wielki xD).
Te kilka godzin spędziłam z Bill’em i Jörg’iem w piwnicy na graniu. To znaczy ja grałam z ojczymem a Bill śpiewał. Usłyszeliśmy klakson, transport już przyjechał…
***
-Tak, mamo będziemy na nią uważać…
-Obiecujecie?
-Tak, mamo
-Simona, na pewno będą mnie pilnować, a teraz chodźmy bo kierowca już się niecierpliwi…
-Tak, tak racja….-pożegnałam się czule z Simoną i Jörg’iem.
Wiedliśmy do busa, każdy miał już swoje miejsce oprócz mnie rzecz jasne dlatego usiadłam tam gdzie było wolne czyli…?