niedziela, Listopad 22nd, 2009
Lekarz pospiesznie wszedł do pokoju, w którym spała Moli. spojrzał na nią ,poprawił okulary, które niezdarnie spadały mu na nos. Schylił się aby pozbierać rozsypane po całym pomieszczeniu rysunki. Przyglądał się wszytkim pracom. Był pod wielkim wrażeniem. Wszytkie prace były doskonałe. Na pracach widniały martwe natury, portrety dzieci, zwierzęta a nawet dwa autoportrety. Doktor zapatrzył się na pracę sporych rozmiarów, przedstawiającą Moli i pana Greenala. Na rysunku Moli siedziała u niego na kolanach .Ten obraz narysował Nick. Moli nigdy się z tym szkicem nie rozstawała. Do rysunku była dołączona karteczka. Były w niej napisane jakże mądre i piękne słowa:
“Wykreślić ze świata przyjaźń… To jakby zagasić słońce na niebie, gdyż niczym lepszym ani piękniejszym nie obdarzyli nas bogowie.”
Twój przyjaciel – Nick.
Lekarz siedział po turecku na środku pokoju i wpatrywał się w ten niezwykły szkic. Na tej czynności przyłapała go pielęgniarka, która stanęła w drzwiach i znacząco chrząknęła. Lekarz poderwał się, był lekko zdezorientowany.
- Panie doktorze – Przerwała ciszę pielęgniarka – Jakiś meżczyzna do pana. Mówi, że się nazywa Madden…
- Aaaa….tak, proszę go wpuścić do gabinetu. Ja zaraz się tam zjawię -mówił odkładając szkicownik na miejsce.
Pielęgniarka oddaliła się bez słowa.
+++W gabinecie:+++
- Proszę usiąść- doktor wskazał ręką na skórzany fotel obok biurka.
- Nie dziekuję, chciałbym porozmawiać z panem doktorze i z panem ordynatorem na temat zapewnienia lepszej opieki dla Moli Jarett.
- To niech pan usiądzie, a ja pójdę po ordynatora.
- Dobrze- powiedział Joel kiedy lekarz wychodził z gabinetu.
Po chwili w drzwiach ukazała się dosyć puszysta sylwetka ordynatora. Przywitał się i powiedział:
- Zostałem już zapoznany ze sprawą panny Jarett. Na pańskie polecenie zapewniliśmy jej lepsze warunki. Jest pod stałą opieką najlepszych lekarzy w tym szpitalu.
- Dziękuję, że rozpatrzył pan moją propozycję- uśmiechnął się Joel
- Nie ma za co, na prawdę.
- A czy mógłbym prosić pana o jeszcze jedną drobną przysługę?- spytał zabierając swoją czarną kurtkę z fotela.
- Zrobię wszytko co w mojej mocy…Tak, a o co chodzi?
-Chciałbym aby dziewczyna nie wiedziała że to JA jej sponoruję to wszytko…dobrze?
- Ależ oczywiście..nie ma problemu. Zaraz przekażę tą informację wszystkim, którzy przy niej pracują. – powiedział ordynator.
- Jeszcze raz dziekuję.
Joel wyszedł z gabinetu. Skierował się w stronę windy. Zbliżając się do pokoju numer 206, odruchowo poprawił włosy. Zapukał i niepewnym krokiem wszedł do sali. Z przerażeniem spostrzegł, że leży w nim mały chłopiec. Czuwała przy nim pielęgniarka, która właśnie podawała chłopcu szklankę wody.
- Przepraszam- szepnął Joel, widząc że chłopiec zamyka oczy ze zmęczenia- wie pani może gdzie znajduję się teraz Moli Jarett?
- Tak została przeniesiona do pokoju numer 64, dwa piętra niżej -wyjaśniła.
- Dziękuję.
Joel przyspieszył kroku, nerwowo ściskał w ręku wiązankę kwiatów którą kupił w kwiaciarni koło szpitala. Szedł teraz długim korytarzem pomalowanym na niebiesko. Przystanął. jego oczom ukazały się białe drzwi z numerem 64. Ostrożnie nacisnął klamkę i delikatnie uchylił drzwi…
Posted in Inne | No Comments »
czwartek, Listopad 12th, 2009
Joela przeszyła fala gorąca…Przed jego oczami widniał smutny obraz wykończonej dziewczyny. Moli miała zakrawawione usta, zdartą skórę na prawym policzku i podbite oko. Chłopak usiadł na krześle znajdującym się tuż obok łóżka. Kwiaty odłożył na biały stolik. Wtem do pomieszczenia weszła postać w białym fartuchu.
- Dzień dobry panu !- przywitała się pielęgniarka.
Joel odpowiedział tym samym, spuścił głowę i spytał:
-Mogłaby mi pani powiedzieć jak ona się czuje?
- Tak oczywiście, właśnie zamierzałam to panu powiedzieć…Dziewczyna ma bardzo silny organizm. Początkowo myśleliśmy, że nie przeżyje tego…ale jej organizm doskonale się broni…
-To dobrze – odetchnął z ulgą Joel.
- Proszę na mnie poczekać..- powiedziała kobieta- Zaraz wrócę, muszę dziewczynie zmienić opatrunki… – Powiedziała zamykając drzwi za sobą.
Nastała cisza…Joel wpatrywał się w zamknięte oczy Moli. Jej powieki drgały. Joel mimo zapewnień pielęgniarki, posmutniał. Z rozmyślań wyrwał go głos stojącej za nim pielęgniarki:
- Dziewczyna chwilowo jest pod działaniem silnego środka uspakającego…- poinformowała pielęgniarka, podając wazon napełniony wodą Joelowi.
-Dziękuję- powiedział, wkładając do niego bukiet.
- Panna Moli już raz odzyskała przytomność. Nie dopuszczała do siebie moich rad, kiedy mówiłam jej, że powinna się oszczędzać… -zaśmiała się…- Jest uparta. Czy na codzień też taka jest? – Jej wzrok spoczął na Joelu.
- Eeee … tak,….Zawsze taka była…-powiedział zmieszany chłopak.
Joel przypatrwał się jak pielęgniarka szybkim ruchem zakłada opatrunek na głowę dziewczynie.
-Nie wie pani kiedy Moli odzyska przytomność?- przerwał niezręczną ciszę.
-Myślę, że jutro, ale znając pannę Jarett, wszystko jest możliwe . – Puściła oczko do Joela.
Uśmiechnał się. Pielęgniarka odkryła kołdrę i oczom Joela ukazały się pocharatane ręce dziewczyny. Chłopak odwrócił głowę w drugą stronę. Zamknął oczy. W jego wyobraźni przewijały się obrazy z tamtego pamiętnego wieczora… Jego ręce drgały. Kobieta widząc to zapytała;
- Nic panu nie jest?
w odpowiedzi Joel tylko pokiwał przecząco głową.
-Samochód, który ją potrącił musiał dośc szybko jechać, ponieważ dziewczynę odrzuciło z wielką siłą na około 7 metrów… znaleziono ją w krzakach całą we krwi…
Joel chwycił się za głowę i patrzył tępo w dół.
-Opatrunek zmieniony ! – powiedziała pielęgniarka otwierając okno.- Zostawiam was sam na sam…- uśmiechnęła się i wyszła.
- Coś ty Benji najlepszego zrobił?!- mówił do siebie Joel patrząc na dziewczynę.
Wtem dało się słyszeć melodię telefonu komórkowego. Na telefonie wyświetliło się zdjęcie Benjego…
- O wilku mowa…-skrzywił się.
-Hello braciszku! Krzyknął w słuchawkę Ben- Gdzie się szwendasz?
-Spokojna twoja rozczochrana ! – Rzucił ironicznie młodszy Madden.- Od kiedy rusza cię sumienie? Od razu mówię ci, że nic mi nie jest, jestem cały zdrowy i uśmmiechnięty…
-Ale braciszku..ja na prawdę się o ciebie martwię..
- No to już nie musisz…Jestem u Hilary…-skłamał Joel.
Nie mógł powiedzieć gdzie był naprawdę. Bał się reakcji starszego brata…
-No dobra to nie przeszkadzam wam moje gołąbki…-rzucił słodko i zakończył rozmowę.
-Baaaaardzo śmieszne- powiedział sam do siebie.
Joel chwycił dziewczynę za rękę i powiedział:
-Szkoda, że nie mogę ci teraz wszytskiego wyjaśnić…Tak bardzo bym chciał…- Jąkał się.. -gdybym mógł cofnąć czas… zrozum…ja nie chciałem…zrobię WSZYSTKO by zamazać krzywdę wyrządzoną przez mojego chorego brata..
Wstał z krzesła. Wychodząc odwrócił się i ostatni raz spojrzał na Moli…
Posted in Inne | No Comments »
poniedziałek, Listopad 2nd, 2009
A więc tak, przeniosłam się na mylog, bo tu jest więcej opcji…
Z całego serduszka jestem wdzięczna OLCI (AMI) która wykonała dla mnie ten szblon z własnej nieprzymuszonej woli..:) Gdyby nie Ola, nie było by tu tego pięknego szblonu..:) Boshe jak się podniecam..:) Hehehe Jeśli chodzi o rysunek to sama go wykonałam, ale szablonu sama bym nie zrobiła…Z kodu HTML jestem zielona..O_O
OLU jeszcze raz wielkie BÓG ZAPŁAĆ!! A o to specjalna nagroda dla OLCI..:D CZęść 8!!
********************************************
Joel powolnym krokiem wyszedł ze szpitala. Skierował się w stronę zatłoczonego parkingu ,na którym znajdował się sznurek identycznych taksówek. Wsiadł do jednej z nich. Spokojnie wyjaśnił kierowcy kierunek podróży. Kierowca patrząc na minę swojego pasażera nawet nie próbował zagadaywać. Joel siedział w bezruchu i przypatrywał sie miastu przez szybę samochodu. Chciał jak najszybciej znaleźć się w domu i po raz kolejny spróbować porozmawiać poważnie ze starszym bratem. Jadąc centrum miasta utknęli w korku. Jak się potem okazało utrudnienia na drodze były spowodowane wypadkiem samochodowym. Kiedy taksówka przejeżdżała tuż obok miejsca katastrofy, Joel odwrócił wzrok od dwóch czarnych plastikowych worków leżących na ulicy. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że coś takiego mogło się przytrafić Moli i to po części z jego winy…Pocieszał się myślą ,że jej stan polepsza się z dnia na dzień…
Kierowca zatrzymał się przed jego domem. Joel otworzył drzwi swoim kluczem. Już od progu słychać było, że Benji nieźle sie bawi. Chłopak wszedł do salonu i zauważył Bena, który gra na playstation…
- No rusz tą dupę! Sztywniaku! – krzyczał podekscytowany Benji. – Super cios! A co powiesz na słynny kopniak wujka Bena?! Haha Mam cię!
- Cześć -powiedział nerwowo Joel, widząc, że brat nie zwraca na niego uwagi.
- O braciszek! Jak tam? pogruchałeś sobie?
Joel zmierzył go zimnym spojrzeniem.
-No dobra ..przecież nic złego nie miałem na myśli… bez podtekstów proszę…-Benji zaczął się śmiać.
- Nie czas na żarty! – Skarcił go młodszy Madden.- Chciałbym z tobą poważnie porozmawiać…
- O nie! Znowu to samo…Powtórka z rozrywki..- skrzywił sie Ben. – Coś ci nie pstrykło z Hil?? Tak?
- Zamknij się! Wcale nie!
- No to mów, a ja będę słuchał i grał równocześnie…
Joel podbiegł do niego wyłączył grę.
-No wiesz co?! W takim momencie gry? Wiesz na którym byłem poziomie?!
- Daj mi powiedzieć! -Krzyczał Joel- Kiedy siedziałem z Hilary w kawiarni, usłyszałem rozmowę pewnych ludzi, którzy mówili, że dziewczyna którą potrąciłeś jest mocno poturbowana. Leży w pobliskim szpitalu w ciężkim stanie…
- A ty dalej o tym samym….Przestań o tym myśleć…!!
Joel się wkurzył, wyrwał Benjemu z rąk dżojstik i rzucił njim o podłogę…
- No teraz to przesadziłeś! -Wymachwiał rękoma zdenerwowany Ben.
- Ja przesadziłem?! To ty zawsze przesadzasz!! Dlaczego życie tej dziewczyny cię nie obchodzi mimo tego, że mało brakowało a by je przez ciebie straciła…?? Znowu sie upiłeś….! Czy ty kiedykolwiek przestaniesz? Zmieniłeś się.. wiesz? Nie wiem, jak ty tak możesz….!
Krzyknął i wybiegł z domu. Benji siedział w domu z połamanym dżojstikiem w ręku. Długo jeszcze siedział tak w bezruchu i myślał o tym co zrobił Joelowi…Wiedział, że nie powinien tak robić. W końcu to jego brat…
Joel biegł przed siebie. Wiosenny wiatr wiał mu prosto w twarz. Skręcił w mniejszą uliczkę która prowadziła do parku. Usiadł na ławce. Postanowił, że nie wróci dziś do domu. Cały czas myślał o swoim bracie, o Moli i o tym całym wypadku…Na ziemię sprowadził go dźwięk telefonu. Szybko wyjął go z kieszeni. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie uśmiechniętej Hilary Duff. Joel odebrał:
- Hallo?!
- No cześć słonko…Dzwonię do ciebie bo chciałabym się z tobą spotkać..tak dawno się nie widzieliśmy…-szczebiotał głos w słuchawce.
-Na pewno nie teraz ! – Rzucił zdenerwowany i skończył rozmowę.
Joel wstał, zarzucił kurtkę na ramię i pobiegł do najbliższego hotelu.
++++++ W tym czasie w domu Benjego:++++++
- Co ja najlepszego zrobiłem? Może Joel ma rację? Nie powinienem zgrywać takiego twardziela… Ale z drugiej strony jak na to patrzę to on za bardzo się wszystkim przejmuje… – ciągnął monolog Benji. – O telefon!!
Benji pobiegł do drugiego pokoju i chwycił za telefon.
- Eeee ? Hilary?! Czego ona może ode mnie chcieć…?! No dobra, dobra odbiorę….
Przyłożył telefon do ucha.
-Hallo? Hilary? Tak? O co chodzi?
- Benji… jest u ciebie Joel?
-Nie, nie ma, a co? Już się stęskniłaś?
-No i to jak…rozmawiałam z nim przed chwilą. Był dla mnie taki szorstki…-żaliła się Hillary – Dawno się znim nie widziałam i prosiłam o spotkanie a on powiedział, że nie ma czasu i odłożył słuchawkę…
- Chwila, chwila…Nie rozumiem….czyli nie był dziś u ciebie? – spytał zaskoczony Benji.
-Nie! No przeciez mówię że nie!
-Do cholery to gdzie on wtedy był…? -powiedział jakby do siebie.
-Słucham? -Głos Hilary odezwał się po chwili – Co powiedziałeś?
- Skoro nie był u ciebie, ani nie był w domu to gdzie on do cholery się szlaja?!-filozofował Benji- Jak dziś do niego dzwoniłem powiedział, że jest u ciebie… nie rozumiem go…No to super…braciszka kłamstwo wyszło na wierzch…
Benji zakończył rozmowę. Usiadł na kanapę i zaczął się zastanawiać gdzie w tej chwili może znajdować się jego młodszy brat.
W tym samym czasie Joel nie mogąc usiedzieć w hotelowym pokoju, postanowił pójść do szpitala…
Posted in Inne | No Comments »