Z rana w szpitalu

Październik 18th, 2009

+
Obudziłam się. Nie wiem ile spałam. Ale chyba dość długo. Wszytkie mięśnie miałam zesztywniałe. Wszytkie oprócz nóg. Bo nóg nie czuję wogóle…:/ Dlaczego do cholery nie mogę ruszyć nogą? Kurde nie wygodnie mi… Podciągnęłam się na rękach. Pod palcami poczułam coś zimnego… chwyciłam to i mocno ścisnęłam. Mój wzrok spoczął na naszyjniku. Zupełnie takim jak nosi…..Joel i Benji?! NIe, zaczekaj..wróć! Spojrzałam na naszyjnik po raz kolejny. A więc to co wydawało mi się tylko snem było na prawdę! Na prawdę słyszałam głos Joela. No dobra, wszytko jest wspaniale ale…co on tu do cholery robił? Jeśli wszystko co mi się niby “SNIŁO” To prawda…,to…on mnie przepraszał…
Otworzyłam szeroko buzię ze zdumienia. Do mojego pokoju weszła pielęgniarka.
Schowałam szybko naszyjnik pod kołdrę.
-Jak się dziś czujemy? -zapytała wesoło, otwierając okno.
-Dobrze-odpowiedziałam- Mam tylko do pani jedno pytanie. Czy będę musiała kiedykolwiek jeszcze dostawać serię tych bolesnych zastrzyków, które powodują że śpię jak niemowlak przez co nie mam pojęcia co się wokół mnie dzieje?
Pielęgniarka rozpromieniła się
-Nie nie będziesz już musiała. A tak poza tym to jestem Lucy. wyciągnęła do mnie rękę.
-A ja jestem ..
-Heh…Tak wiem Moli, Masz to wypisane na karcie pacjenta- poinformowała
-Czy mogłabym dostać lusterko?-spytałam nieśmiało.
Przy tej kobiecie zapominam o tym co mnie dręczy. Ma w sobie tyle ciepła i życzliwości…Zupełnie tak,jak pan Greenal, ..ekhem.. znaczy Nick.
Lucy przyniosła mi lusterko przytrzymała je. W odbiciu zauważyłam bladą twarz z pocharatanym policzkiem. Oprócz tego zauważyłam, że nie mam makijażu. Roześmiałam się. Zabawnie wyglądam bez kresek pod oczami. Pielęgniarka uśmiechnęła się. Podała mi szklankę wody. Nie wiem skąd wiedziała, że chce mi się pić.
-Jeśli chcesz możemy się przejść do łazienki. Zrobię ci nowy makijaż.
-Mogłabyś? Na prawdę?
- To wprawdzie zabronione…. Ale co tam..-machnęła zabawnie ręką -Czego się nie robi dla takich pacjentek jak ty.
Byłam szczęśliwa. Mam koleżankę z którą mogę porozmawiać o wszytkim. Czuję to. Nick mówił, że takie osoby się wyczuwa. Myślę, że Lucy jest właśnie taką osobą. Wsadziła mnie na wózek. Nie wiem czemu, ale nie protestowałam. Wyjaśniła mi, że jeszcze nie odzyskałam w pełni sił. Uspokoiła mnie. W szpitalnej łazience płakałyśmy ze śmiechu
robiąc głupie miny do lustra.Lucy zrobiła mi makijaż i poczułam, że żyję. Potem jeździłyśmy po korytarzach i zahaczałyśmy po drodze młodsze dzieci. Potem wparadowałyśmy na stołówkę. Zwędziłyśmy dwa dżogurty i w długą! Mam nadzieję, że na stołówce nie ma kamer..:P Zdyszana Lucy wysadziła mnie dopiero koło łóżka. Była tak samo zadowolona jak ja. W tej samej chwili do sali przyszedł lekarz. Bacznie przyglądał się najpierw mi a potem Lucy. Przestała się śmiać i rzuciła tylko coś w stylu “cześć”. Nie wiedziałam o co chodzi. Przeszedł mnie zimny dreszcz.
-No panno Moli…musimy poważnie porozmawiać… -lekarz przybrał mało sympatyczny wyraz twarzy.

Zostaw komentarz