+++HISTORIA MOLI…CZĘŚĆ 9
Było juz dość późno…zdecydowanie za późno na odwiedziny w szpitalu. Joel pospiesznym krokiem wparadował do budynku. Znalazł się w dużym, jasnym pomieszczeniu. Poszedł w stronę windy. Nerwowo nacisnął guzik. W ostatniej chwili ktoś wbiegł do windy.
-To ten sam lekarz, który opiekuje się Moli…- Pomyślał.
Doktor nie zauważył Joela. szybkim ruchem poprawił okulary, które ciągle mu spadały.
- Dobry wieczór! – Przywitał się Joel. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzam…- widząc tępe spojrzenie lekarza, zapytał – Pamięta mnie pan? Nazywam się Madden i jestem znajomym Moli Jarett…
Lekarz pokiwał głową i uśmiechnął się na znak, że zaczyna sobie przypominać.
-Chciałbym spytać o stan zdrowia dziewczyny – Ciągnął Joel.
Lekarz chrząknął, podrapał się po głowie i zaczął:
- Panna Moli została poddana badaniom. Mam dla pana dwie wiadomości..Jedną dobrą ,drugą złą….Od której pan zaczyna?
Joel spojrzał na lekarza i powiedział z przekonaniem:
- Zacznijmy od tej dobrej…
-A więc tak…- mówił lekarz – Panna Moli w wyniku wypadku samochodowego doznała urazu czaszki… na szczęście, jak się okazało to nic poważnego. Nie doszło do obrażeń mózgu…-chrząknął lekarz – Ale jest jeszcze niestety zła wiadomość…-Doktor starał się uniknąć pytających spojrzeń Joela.
- Dziewczyna…- Głos lekarza załamywał się – Dziewczyna nie będzie mogła chodzić… -dokończył jednym tchem gapiąc się w podłogę.
W oczach Joela widać było niepokój.
-Jak to nie będzie mogła?!..- wydusił – Proszę mi powiedzieć! DLACZEGO!!
-Przykro mi…Nic nie możemy poradzić….NA RAZIE nic nie możemy poradzić…Niech pan się uspokoi…Robimy co w naszej mocy..- Tłumaczył się lekarz.
-Tak , rozumiem…przepraszam. Wiem, że robicie wszystko…ale jeśli jest coś co mógłbym zrobić…to…
- Chwilowo niestety nie…przykro nam…
-A Moli? Czy ona już o tym wie? Jak na to zareagowała?
-Dopiero co odebrałem wyniki…sam dowiedziałem się o tym przed chwilą.
Lekarz wyszedł z windy i zrobił kilka kroków w stronę swojego gabinetu. Joel podążył za nim.
-Przepraszam …wiem że to nie odpowiednia pora…ale czy mógłbym ją zobaczyć?
- Tak proszę …Ale ona teraz śpi – uśmiechnął się lekarz.
- Chciałbym ją tylko zobaczyć. Obiecuję bedę cichutko..- odwzajemnił uśmiech.
Wszedł po cichu do zielonego pomieszczenia. Krzesło znajdujące się koło łóżka odsunął najciszej jak tylko potrafił. Światło lampki padało na czarne długie włosy Moli. Chłopak siedział tam dłuższy czas…Nie obchodziło go co teraz robi Benji… Przyglądał się poranionej twarzy Moli. Kiedy chciał przysunąć się bliżej, telefon wypadł mu z kieszeni. Schylił się po niego i zahaczył swoim naszyjnikiem o kant białej szafki. Naszyjnik spadł na pościel. Chłopak podniósł telefon i wyszedł z pokoju w którym leżała Moli.
Swoje kroki skierował do hotelu, w którym zapłacił za nocleg. Wszedł, wlokąc za sobą nogi po drewnianych schodach . Wiedział, że nie będzie w stanie zasnąć tej nocy. Chłopak wszedł do pokoju, zapalił małą lampkę tuż obok drzwi. Rozejrzał się. Po krótkiej chwili ją zgasił i podszedł do okna. Zamyślił się. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk telefonu. Joel aż podskoczył.
- Jak zawsze nie we właściwym momencie..- powiedział do siebie – O braciszek…! – Skrzywił się.
NIe myśląc długo przyłożył telefon do ucha:
-Joel?! No wkońcu!…Tyle razy do ciebie dzwoniłem i nie mogłem się dodzwonić…-mówił zdyszany Benji
- Jestem u Hill…-skłamał znowu Joel- Ty zawsze dzwonisz nie w tym momencie co trzeba…
-Oj braciszku….i TU CIĘ MAM- zaakcentował starszy brat.
-O czym ty mówisz??
-Właśnie tak się składa, że wiem, że nie jesteś tam gdzie powinieneś….w każdym razie nie tam, gdzie mówisz..krótko mówiąc : Nie jestes u Hillary- powiedział tryumfalnie.
Joel stanął jak wryty. Nie wiedział co ma powiedzieć. Benji już wie, że skłamał….Trzeba było coś odpowiedzieć… Tylko co?! Przy telefonie nastała denerwująca cisza… C.D.N…:)
Archive for Październik, 2009
HISTORIA MOLI…CZĘŚĆ 9
niedziela, Październik 25th, 2009Z rana w szpitalu
niedziela, Październik 18th, 2009+
Obudziłam się. Nie wiem ile spałam. Ale chyba dość długo. Wszytkie mięśnie miałam zesztywniałe. Wszytkie oprócz nóg. Bo nóg nie czuję wogóle…:/ Dlaczego do cholery nie mogę ruszyć nogą? Kurde nie wygodnie mi… Podciągnęłam się na rękach. Pod palcami poczułam coś zimnego… chwyciłam to i mocno ścisnęłam. Mój wzrok spoczął na naszyjniku. Zupełnie takim jak nosi…..Joel i Benji?! NIe, zaczekaj..wróć! Spojrzałam na naszyjnik po raz kolejny. A więc to co wydawało mi się tylko snem było na prawdę! Na prawdę słyszałam głos Joela. No dobra, wszytko jest wspaniale ale…co on tu do cholery robił? Jeśli wszystko co mi się niby “SNIŁO” To prawda…,to…on mnie przepraszał…
Otworzyłam szeroko buzię ze zdumienia. Do mojego pokoju weszła pielęgniarka.
Schowałam szybko naszyjnik pod kołdrę.
-Jak się dziś czujemy? -zapytała wesoło, otwierając okno.
-Dobrze-odpowiedziałam- Mam tylko do pani jedno pytanie. Czy będę musiała kiedykolwiek jeszcze dostawać serię tych bolesnych zastrzyków, które powodują że śpię jak niemowlak przez co nie mam pojęcia co się wokół mnie dzieje?
Pielęgniarka rozpromieniła się
-Nie nie będziesz już musiała. A tak poza tym to jestem Lucy. wyciągnęła do mnie rękę.
-A ja jestem ..
-Heh…Tak wiem Moli, Masz to wypisane na karcie pacjenta- poinformowała
-Czy mogłabym dostać lusterko?-spytałam nieśmiało.
Przy tej kobiecie zapominam o tym co mnie dręczy. Ma w sobie tyle ciepła i życzliwości…Zupełnie tak,jak pan Greenal, ..ekhem.. znaczy Nick.
Lucy przyniosła mi lusterko przytrzymała je. W odbiciu zauważyłam bladą twarz z pocharatanym policzkiem. Oprócz tego zauważyłam, że nie mam makijażu. Roześmiałam się. Zabawnie wyglądam bez kresek pod oczami. Pielęgniarka uśmiechnęła się. Podała mi szklankę wody. Nie wiem skąd wiedziała, że chce mi się pić.
-Jeśli chcesz możemy się przejść do łazienki. Zrobię ci nowy makijaż.
-Mogłabyś? Na prawdę?
- To wprawdzie zabronione…. Ale co tam..-machnęła zabawnie ręką -Czego się nie robi dla takich pacjentek jak ty.
Byłam szczęśliwa. Mam koleżankę z którą mogę porozmawiać o wszytkim. Czuję to. Nick mówił, że takie osoby się wyczuwa. Myślę, że Lucy jest właśnie taką osobą. Wsadziła mnie na wózek. Nie wiem czemu, ale nie protestowałam. Wyjaśniła mi, że jeszcze nie odzyskałam w pełni sił. Uspokoiła mnie. W szpitalnej łazience płakałyśmy ze śmiechu
robiąc głupie miny do lustra.Lucy zrobiła mi makijaż i poczułam, że żyję. Potem jeździłyśmy po korytarzach i zahaczałyśmy po drodze młodsze dzieci. Potem wparadowałyśmy na stołówkę. Zwędziłyśmy dwa dżogurty i w długą! Mam nadzieję, że na stołówce nie ma kamer..:P Zdyszana Lucy wysadziła mnie dopiero koło łóżka. Była tak samo zadowolona jak ja. W tej samej chwili do sali przyszedł lekarz. Bacznie przyglądał się najpierw mi a potem Lucy. Przestała się śmiać i rzuciła tylko coś w stylu “cześć”. Nie wiedziałam o co chodzi. Przeszedł mnie zimny dreszcz.
-No panno Moli…musimy poważnie porozmawiać… -lekarz przybrał mało sympatyczny wyraz twarzy.
HISTORIA MOLI…CZĘŚĆ 10
czwartek, Październik 15th, 2009OD AUTORKI: No ludziska część 10!! Jestem z siebie dumna..:) A mam z czego? Hehehe Jak macie ochotę pogadać z kimś na gadu to polecam się na przyszłość..:) Ponoć chodzą plotki w telewizji i w radiu że opo będzie przerwane a to ze względu na to że (być może) Moli zrobi sobie w prawdziwym życiu wakacje i nie będzie jej przez jakiś czas…Ale moje potworki nie martwcie się…Na pewno zdążę jeszcze dodać kilka notek przed wyjazdem..:)
*******************************
Ciszę przerwał Benji:
- Joel? Nic ci nie jest? Dlaczego nic nie mówisz? Joel !?
- Taaa….jestem, jestem…
- Ja od godziny robię sobie przymusową wycieczkę po mieście… Zwiedzam wszytkie zakamarki i bawię się z tobą w chowanego. Tylko że to jest nie fair!! Ty się zbyt dobrze chowasz..- starał się rozśmieszyć brata.- Gdzie się teraz kirasz?
- W hotelu…- wymamrotał Joel
-Aaaaa..!! Nieźle żeś to wykombinował…A jaka to ulica?
- Lauen street- odpowiedział smętnie.
-Za chwilę tam będę tylko już nigdzie mi się nie chowaj…
Ben zawrócił i pojechał na parking mieszczący się przy ulicy podanej przez brata. Joel już na niego czekał. Siedział na schodach. Wstał i włożył ręce do kieszeni. Posłusznie wszedł do samochodu. Wsiadając odwrócił głowę, by uniknąć świdrującego spojrzenia Benjego.
- Czemu twoje oczy przypominają wzrok zbitego spaniela?- roześmiał się.
Widząc, że żart nie podziałał, spytał:
-Co cię gnębi? Proszę powiedz mi… Wiem, że zachowałem się głupio..ale jeśli obiecam, że już nie będę to powiesz mi o wszystkim?
Joel przysłuchiwał się temu co mówił jego starszy brat. Dalej głowę miał zwróconą w druga stronę.
-Przepraszam, już dawno powinienem cię wysłuchać…-przepraszał.-dawno dawałeś mi do zrozumienia, że coś jest nie tak.
Joel spojrzał mu w oczy.
-Za te i za wszystkie grzechy żałuję z całego serca i chcę szczerze się poprawić BRACISZKU.- wyklepał starszy Madden. Joel wkońcu zdobył sie na uśmiech. Cieszył się, że Benji stara się naprawić swój błąd.
-A teraz na znak miłości braterskiej ukochaj braciszka- Ben zrobił dziób w ciup…:)
-Ben wszystko ci opowiem jak dojedziemy dobrze..?
-Ależ oczywiście…
Ben odpalił samochód i wyjechał z parkingu.
- No, za minutkę będziemy w domu…-powiedział przyspieszając.
Joel spojrzał na brata potem przed siebie.Chwycił go za rękę, którą Benji trzymał uchwyt od skrzyni biegów.
-Ben, nie rób tego znowu. Czy ty chcesz kogoś ZNÓW potrącić? -głośno zaakcentował
-Więc o to chodziło ci od samego początku tak?
Joel skinął głową. Starszy Madden na polecenie zwolnił. Po chwili znaleźli się pod domem.
Joel rozłożył sie na skórzanym fotelu. Podparł ręką głowę i wpatrywał się w nieokreślony punkt na podłodze.
Starszy Madden usiadł na przeciwko. Wziął głęboki oddech i zapytał:
-No to opowiesz mi wszytko dzisiaj? Bo sądząc po twojej minie, się na to nie zanosi…
-Ale to trochę potrwa…
-Nie nie zasnę- Ben wyprzedził pytanie Joela.
Kiedy już kończył opowiadać Benjemu o Moli powiedział:
-A dziś- spuścił głowę- dowiedziałem się od lekarza, że dziewczyna jest skazana na wózek inwalidzki i nie wiadomo czy jest szansa by ją od tego uratować. To dziś dowiedziałem się, że przez naszą głupotę nigdy nie będzie mogła chodzić…-Wstał z fotela i zaczął krążyć po pokoju – Słyszysz?! Nigdy! NIGDY! – krzyczał.
Ben zdołał wykrztusić tylko krótkie:
-Przepraszam….
Joel spojrzał na niego i powiedział:
-Najbardziej chore jest to, że ona jeszcze nic o tym nie wie…- posmutniał jeszcze bardziej.- Byłem dziś u niej i nie mam pojęcia jak my się jej wytłumaczymy…to nie daje mi spokoju….Ona jeszcze nie wie…- mówił Joel
-Wybaczysz mi? To wszytko moja wina… Mogłem się ciebie posłuchać i nie wsiadać do tego samochodu..Jaki ja jestem głupi…Boże, wybacz mi…-Z samego rana tam pojedziemy. Chcę pogadać z tym lekarzem co twierdzi że NIC nie można zrobić…-poderwał się z kanapy